czwartek, 30 maja 2013

Informacja.

Witam ! Przepraszam za to, ze jeszcze nie dodalam nowego rozdzialu, ale mam pewne problemy z dostepem do internetu...Nowa notka pojawi sie lada dzien, wiec prosze o cierpliwosc :) Wybaczcie, ze nie posluguje sie polskimi znakami, ale uzywam telefonu. Od tej chwili nadrabiam zaleglosci w czytaniu waszych blogow :)) Pozdrawiam :) PS: W tym tygodniu dostalam autograf od Kamila stocha :D

piątek, 17 maja 2013

Czwarty.

 Rozglądałam się ze zdziwieniem po pokoju Maćka. To jakiś żart?! Byłam pewna, że w drugim kącie powinno stać wolne łóżko. Zerknęłam na chłopaka, ale nie potrafiłam odczytać z jego twarzy żadnych emocji. Reasumowałam wszystkie okoliczności, zastanawiając się co tak na prawdę kierowało Maćkiem, gdy postanowił mnie przygarnąć. Może rzeczywiście wyglądałam dość kiepsko w chwili kiedy znalazł mnie zapłakaną na korytarzu. Nagle uświadomiłam sobie pewien fakt...
- Ty jesteś gejem! - krzyknęłam oskarżycielsko. Był to jedyny pomysł, który wpadł mi do głowy, ale jak już wspominałam zawsze myślałam dopiero po fakcie.
- Naprawdę myślisz, że gdybym nim był to pocałowałbym bym cię w samochodzie?- spojrzała na mnie z politowaniem. Poczułam się jak idiotka. Mogłam jednak usprawiedliwić się tym, że była godzina pierwsza w nocy , a mój mózg ciężko przyswajał to co działo się w tej chwili.
- No to jak wytłumaczysz, że dzieliłeś pokój z Wiewiórem i jest tu jedno łóżko?- uniosłam jedną brew czując się jak prawdziwy detektyw, który wpadł na trop i był o krok od rozwikłania zagadki.
- Po prostu, zamieniono mi pokój na jednoosobowy, żeby ewentualni goście, mogli skorzystać z poprzedniego- odparł tłumacząc mi jak małemu dziecku, że nie wolno jeść słodyczy i rozmawiać z obcymi ludźmi na ulicy.
- To po jaką cholerę mnie tu ściągnąłeś mówiąc, że nie zapraszasz mnie do łóżka?!- wybuchłam zirytowana jego kłamstwem, które właśnie wyszło na jaw.
- A co, wolałabyś tam siedzieć i spać na korytarzu? Uwierz mi, że jak zaśniesz to nie będę zaglądał ci w dekolt czy coś takiego..chociaż- zmierzył mnie wzrokiem - kto wie? - poczułam jak robi mi się gorąco. Po chwili, bez zastanowienia ominął mnie i ułożył się wygodnie do snu. Wiedziałam, że ze mną pogrywa, chciał abym uległa, ale nie mogłam dać mu tej satysfakcji i spać na brudnym dywanie. Ruszyłam w jego stronę.
- Będziesz spać na podłodze? Może być niewygodnie- mówiąc to usłyszałam ironię w jego głosie.
Jęknęłam bezsilna. Ściągnęłam z niego kołdrę, po czym szczelnie się nią owinęłam. Leżałam na wznak, patrząc cały czas w sufit. Bałam się poruszyć choć o milimetr. Nie chciałam go dotknąć. I jak tu zasnąć, gdy koło mojego boku leży półnagi, mega przystojny chłopak?
- Maciek?- zapytałam cichutko.
-Co?- zapytał odwracając się w moją stronę. Bałam się na niego spojrzeć, lecz w końcu się odważyłam.
- Następnym razem jak zapraszasz dziewczynę na noc do łóżka i nie chcesz, żeby cię opacznie zrozumiała to..postaraj się założyć koszulkę- poradziłam mu.
- A ty, jak następnym razem będziesz spać z chłopakiem i nie chcesz, żeby do czegoś doszło to załóż mniej skąpą bluzkę- szepnął z nieukrywaną radością. Momentalnie podciągnęłam kołdrę pod samą brodę, przypominając sobie, że mam na sobie krótką bokserkę. Usłyszałam cichy śmiech Maćka, od razu spiorunowałam go wzrokiem, a on uniósł obie ręce w geście obrony.
- Pokój - powiedział z udawanym strachem. Uhm..super teraz się będzie ze mnie naigrywał. Nie odpowiedziałam.
- Dobranoc- szepnął po chwili nie zmąconej ciszy i ucałował mnie w czoło.
- Branoc- odpowiedziałam, czując się bezpieczna.

 Słońce bezlitośnie przecierało się przez chmury i wpadało wprost do pokoju. Odruchowo zasłoniłam oczy dłoniom i uchyliłam powieki. Głowa bolała mnie tak bardzo jakby ktoś wrzucił do jej środka skoczną piłkę, a ta z niemiłosierną prędkością odbijała się od mej czaszki. Delikatnie uniosłam się na łokciach, ale to był błąd, bo po chwili poczułam ostre ukłucie w okolicach karku.
- Już wstajesz?- usłyszałam niezadowolony głos Maćka tuż przy moim uchu. Dopiero w tej chwili uświadomiłam sobie, że nie jestem sama, ale nie dałam po sobie poznać chwilowej amnezji. Na dodatek byłam pewna, że nie w takiej pozycji usnęliśmy. Byłam oparta o niego plecami, Maciek obejmował mnie w pasie, a nasze palce były złączone.
- Musimy dziś się spakować i wyjechać przed południem, a ja jestem pewna, że nie na to się umawialiśmy- burknęłam znacząco wskazując na jego rękę, która spoczywała na moim brzuchu.
- Wybacz- odsunął się nagle, po czym dodał- wiesz wyjazd jest planowany na godzinę trzynastą, a jest szósta rano!- wyglądał tak słodko kiedy się złościł. Nie miałam jednak zamiaru leżeć Bóg wie ile, zagrzebana w tumanie pościeli. Chciałam się odświeżyć i wyskoczyć na miasto, a nie zalegać w czterech ścianach.
- Zamawiam łazienkę!- krzyknęłam uradowana, próbując przejść nad Maćkiem, jednak brak koordynacji nie dał o sobie zapomnieć. Zahaczyłam nogą o brzeg łóżka i wylądowałam wprost na chłopaku, twarz przy twarzy, usta przy ustach...Mierzyliśmy się wzrokiem, a nasze oddechy przyspieszyły. Położyłam się obok niego, a on nachylił się nade mną. Wodził palcami po mej twarzy, aż w końcu zatrzymał się przy ustach i szepnął:
- Jeszcze trochę tu zostaniesz, bo..to ja będę pierwszy w łazience- i już go nie było...
 Walizki już od dawna były zapakowane do autokaru, który stojąc pod hotelem czekał cierpliwie na całą ekipę. Stałam w pokoju Maćka obejmując się rękami. Chłopcy mięli trening, a później zapewne będą chcieli wziąć kąpiel, dlatego byłam pewna, że nas odjazd mocno się przedłuży. Wyjrzałam przez okno. Pragnęłam zapamiętać każdy detal, każdy element tego pięknego krajobrazu. Przez mleczne chmury przedzierało się ciepłe słońce, które rzucało złowrogie cienie na ceglane budynki opuszczonych kamienic. Byłam ciekawa jakie tajemnice kryją grube mury, niedostępne dla zwykłych gapiów. Stare drzewa uginały się pod siłą wiatru, skrzypiąc i pojękując co jakiś czas. Zabiegani ludzie przepychali się na ulicy, jak najszybciej chcąc złapać taksówkę. Jaki był ich cel? Do czego dążyli? Czy byli szczęśliwi? Chciałam chłonąć całym swym  ciałem ten moment. Uchyliłam okno, ale już po chwili otworzyłam je na oścież chcąc zachłysnąć się świeżym powietrzem. Zmrużyłam oczy. Usłyszałam delikatny szum fal, poczułam zapach nadmorskiej bryzy, czułam się jak dziecko, które uczy się żyć, odbierać bodźce, rozumieć. Nie przeszkadzało mi to. Zadrżałam. Lillehammer. Niesamowite miejsce. Chciałam zapamiętać je jak najlepiej, doszukując się superlatywów tego miejsca. Nagle trzasnęły drzwi, podskoczyłam zaskoczona, ale gdy ujrzałam zmęczonego Maćka uśmiechnęłam się pobłażliwie.
- Idź pod prysznic- powiedziałam cicho, zsuwając firankę, która jeszcze chwilę temu była zbędna. Usłyszałam szum wody, a dziesięć minut później z łazienki wyszedł odświeżony Maciej.
- Idziemy - powiedział.
- Już wyjeżdżamy? -zapytałam zdziwiona, zakładając kurtkę i naciągając czapkę na uszy.
- Nie, mamy sobie coś do wyjaśnienia- oznajmił ku memu zdziwieniu.

- Ładnie tu- oznajmiłam, przyglądając się spienionym falom wody.
- Co cię blokuje?- nie zdziwił mnie tym pytaniem, wiedziałam, że w końcu nadejdzie dzień, w którym będę zmuszona opowiedzieć o Filipie komuś postronnemu. Ale zrobiłam to, a on słuchał. Byłam wdzięczna, że mi nie przerywał, nie pocieszał mnie, po prostu słuchał. Gdy skończyłam, milczał. Spojrzałam w jego stronę niepewnym wzrokiem. Jego zmarszczone brwi wskazywały na to, że się nad czymś głęboko zastanawia.
Gdy splótł moje palce ze swoimi, zadrżałam. Jego oczy były pełne zrozumienia, radości i ..miłości? Odgarnął z mego policzka niesforny kosmyk i założył go za ucho, nie zabrał palców z mojej twarzy. Moje oczy zaszły łzami, a on opiekuńczo wytarł kroplę, która pojawiła się na mej skórze. Moje ręce zacisnęły się wokół jego nadgarstków. Poczułam mrowienie tam gdzie mnie dotykał. Pochylił się lekko w moją stronę czekając na moją reakcję, ja również się przybliżyłam. Nie chciałam kłótni, złości i ucieczki. Chciałam z nim być i to było najważniejsze. Poczułam miękkość jego ust, gdy muskał je swoimi. Zamknęłam oczy. Zrobiło mi się gorąco. Rozchyliłam lekko wargi, a on wpił się w nie z niezwykłą zachłannością. Zadrżałam. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, pragnęłam tego tak długo, że chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Odsunęłam się powoli i wtuliłam twarz w jego tors. Nagle poczułam coś mokrego na mym karku.
- Ty płaczesz?- zapytałam podnosząc głowę. Nie odpowiedział, a jego oczy zwrócone były ku niebu.
- Deszcz- szepnął sekundę przed tym jak lunął wprost na nas. Zaśmiałam się.
- Zmokniemy- powiedział, a strugi deszczu zabawnie obmywały jego oblicze. Czułam jak moja kurka powoli przemięka, a ręce zaczynają drżeć. Niemal w jednej chwili odwróciliśmy się w stronę hotelu. Nieoczekiwanie poczułam ostry ból głowy, po czym moje ciało pochłonęły lodowate wody ciemności.

***

Głosy. Usłyszałam je w tej samej chwili, gdy uniosłem ciężkie powieki. Moje usta były spierzchnięte więc postanowiłam poczęstować się wodą, która stała obok mojego łóżka. Błąd. Butelka upadła na podłogę z głośnym plaśnięciem , a drzwi otworzyły się tak gwałtownie, że odbiły się od ściany zostawiając na niej lekkie pęknięcie.
 Maciek. Osobą, która do pomieszczenia był Maciek. Poczułam jak ściska moją rękę i delikatnie ją całuje.
- Co się stało? - zapytałam marszcząc brwi. Wczorajszy wieczór pamiętałam do chwili, w którym spadł deszcz,a  potem..czarna dziura. Z całych sił próbował sobie przypomnieć ten kawałem życia, ale bezskutecznie.
- Miałaś wypadek..-usłyszałam niepewny głos. Nie rozumiałam dlaczego nie chce mi powiedzieć prawdy.
- Kochanie- spróbowałam z drugiej strony - ja muszę znać prawdę- uśmiechnęłam się smutno, a moje oczy napełniły się łzami.
- Zuza, to nie był wypadek, ktoś rzucił w ciebie kamieniem i wpadłaś do wody.

***

Byłem wściekły! Jak Maciek mógł pozwolić, żeby stała się jej krzywda. Niemal zginęła. moje pięści zacisnęła się tak mocno, że poczułem krew, która ściekała z mych palców.
- Kurwa! - uderzyłem z całej sił w ścianę. Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że groziło jej niebezpieczeństwo. Kochałem ją...

________________________________________________________________________________________

Uff..udało się :) Madelaine, mam nadzieję, że nie jest za krótki :D Komentujcie, szczerze!

poniedziałek, 13 maja 2013

Trzeci.

Siedziałam w pokoju. Czułam się jakby ściany napierały na mnie, ściskały mnie. Byłam stłamszona przez własne emocje. Zawsze byłam nerwową osobą, nie umiejącą sobie poradzić ze stresem, a nikt nie wyprowadzał mnie z równowagi tak jak Maciek. Dziwiłam się, że jedna osoba może wywołać tyle sprzecznych emocji. Ta propozycja tak bardzo mnie zaskoczyła, że niemal umarłam (no może troszkę przesadziłam). Gdy tylko usiadłam na łóżku w głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Przecież nie mogłam tam pójść, tak bardzo starałam się uniknąć spotkania z nim, a tu nagle stałam przed całkiem spornym wyborem. I tak źle i tak niedobrze. Po prostu się bałam. Bałam się, że to zajdzie za daleko. Bałam się uczucia, które we mnie i w Maćku powoli zaczynało się rodzić. Miłość. Niszczycielka ludzkich istnień, marzeń i pragnień. Odkąd skończyłam szesnaście lat definicja ta spoczywała w mym sercu i zaczęła dawać o sobie znać od początku mojej skocznej historii. Moje myśli błądziły o wiele dalej niż tego chciałam, aż natrafiły na Niego...Filip. Ile bólu kosztował mnie powrót do tych tragicznych wydarzeń z mej przeszłości. Pamiętam do dziś jak go kochałam. Byliśmy idealną para, byłam dumna, że jest w mym życiu ktoś kto chce założyć ze mną rodzinę, być ze mną, tak po prostu, bezinteresownie. Aż do momentu gdy pierwszy raz mnie uderzył. Z zazdrości. Wybaczyłam mu, tłumaczył jak bardzo mnie kocha, że to pierwszy i ostatni raz. Wierutne kłamstwo. Nie czekałam długo, w dniu moich ostatnich urodzin zepchnął mnie ze schodów, ledwo uszłam z życiem. Bolało jak cholera! Ale nie ból fizyczny był najgorszy, tylko ten w środku, we mnie. Wtedy był On teraz jest Maciek. Ale przecież Maciek jest inny...prawda? Przypomniałam sobie każdy detal jego ciała: umięśnione ramiona, mocno zarysowane brwi, czekoladowe oczy, usta dotykające mego ucha, silne dłonie, które niby niechcący dotykały mojej skóry. Już podjęłam decyzję. Już biegłam korytarzem w stronę wyjścia, gdy nagle zobaczyłam gwiazdy przed oczami. Zderzenie było tak mocne, że upadłam boleśnie tłukąc sobie lewą rękę. Kiedy moje plecy zetknęły się z podłogą zabrakło mi tchu.
- Zuza! Dziewczyno! Nic ci nie jest? Co się z tobą dzieje?- głos Łukasza, który nie ruszając palcem zdołał mnie znokautować dźwięczał mi w uszach niczym natrętna mucha.
- Przepraszam- wykrztusiłam, po czym podniosłam się, nie zwracając uwagi na ból.
Wokół nas latały kartki papieru. Zapewne wytrąciłam je trenerowi w czasie zderzenia. Choć jego przyprószone siwizną włosy wcale na to nie wskazywały pozbierał je z prędkością światła.
- To twoje pierwsze zadanie- powiedział wręczając mi piramidę niedbale złożonych arkuszy- To pilne- dodał i odszedł.
 Powłóczywszy nogami jak przystało na grzeczną dziewczynkę udałam się do jadalni i przy ogromnym stole zabrałam się do pracy, próbując zapomnieć o Maćku, który czekał na zewnątrz. Składając wszystko na przeznaczenie wzięłam długopis i zaczęłam pisać.
 Trzy godziny później wypełniłam ostatni arkusz papieru. Literki mi się rozmazywały, zlewały tworząc nieokiełznaną masę znaków, których sensu powoli nie rozumiałam. Jak automat zebrałam wszystko w jedna całość i ruszyłam an piętro, aby oddać owoc mojej ciężkiej pracy Łukaszowi. Pokój numer dwadzieścia osiem. To ten. Zapukałam cicho, ale nikt nie otworzył, słyszałam jakieś głosy więc postanowiłam wejść.
- Trenerze, właśnie wykonałam pierwsze zadanie- z wielkim bananem na twarzy wkroczyłam do pomieszczenia, jednak szybko zrzedła mi mina. Trzy pary oczu patrzyły na mnie ze zdziwieniem. Spuściłam wzrok. Położyłam plik na biurku i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam głos wujka:
- Zaczekaj. Zostań. Zaraz dostaniesz kolejne zadanie.
Kolejne?! No, jak będzie gorsze od poprzedniego to się załamię.
 - Piotrek, ty wyjeżdżasz?- zapytałam nagle widząc walizki, które trzymał w ręku. Właściwie to nie moja sprawa, ale zawsze myślę dopiero jak coś powiem.
- Eeee..sprawa rodzinna- oparł chyba pierwszy raz skrępowany. No tak, po co się będzie tłumaczył jakiejś ciekawskiej małolacie, która jest tam dopiero dwa dni, a już zdążyła namieszać. Wiem, byłam niesprawiedliwa, chyba powinnam przejść jakąś wewnętrzną przemianę, ale stwierdziłam, że lepiej to zrobić po kolacji, bo troszkę burczało mi w brzuchu.
- Co do zadania..-ponaglałam zapominając o wyjeździe Wiewióra.
- Pojedziesz z Maćkiem na lotnisko po nową stażystkę, zawita u nas na jakieś kilka tygodni...
Zamarłam Maciek patrzył an mnie tak intensywnie, że odechciało mi się tam jechać.
- A co to, jakiś komitet powitalny? Niech zamówi taksówkę lub idzie na piechotę- zamknęłam się dopiero gdy zauważyłam karcące spojrzenie trenera.

 Stałam przed samochodem i czekałam na Maćka. Zamiana ról? Być może. Byłam lekko poddenerwowana tym, że pojawi się u nas ktoś nowy. Bałam się, że przez to stracę pracę. Moje myśli galopowały tak szybko, że sama się pogubiłam. W końcu łaskawie pojawiła się Primadonna. Byłam wściekła, że się tak ociągał. Otworzył mi drzwi i bez słowa je zatrzasnął. Gdy zaczęliśmy podróż nastało milczenie. Zapewne gdyby w samochodzie była mucha, słyszałabym jej trzepot skrzydełek.
- Nie przyszłaś- zabrzmiało to jak wyrzut.
- Taak...Łukasz prosił mnie o wypełnienie doku..
- Kłamiesz- urwał- powiedz prawdę Zuza, nie pogrążaj się.
- Słucham?! To ty się pogrążasz- coraz mocniej podnosiłam głos. Właściwie było mi wstyd, ale tylko tak udawało mi się powstrzymać płacz.
- Ja? Nie sądzę- powiedział to tak spokojnie, jakby rozmawiał ze mną o pogodzie. 
- Do cholery! Czy ty kiedykolwiek czułeś jakieś emocje?!- gniew w mych oczach płonął. Aż mnie roznosiło.
- Nikt nie wywołuje we mnie tyle emocji co ty.
Zatkało mnie, ale tylko na moment.
- Teraz to ty kłamiesz! Jesteś zwykłym dupkiem, który myśli, że jest naj..
Umilkłam. Musiałam. Maciek zatkał mi usta...swoimi. Pocałunek był namiętny, pełen emocji, tęsknoty, miłości.. Odwzajemniłam go. Wplotłam palce w jego włosy.. Dość! Odepchnęłam go gwałtownie, o mało co nie tłukąc szyby w samochodzie. Niewiele myśląc wymierzyłam mu siarczysty policzek.
- Przegiąłeś- krzyknęłam i uciekłam z samochodu.

***

 Lillehammer.
 Cudowna atmosfera. Siedząc na trybunach i obserwując zebranych czułam ducha walki. Co druga osoba niosła polską flagę, wykrzykując mię jednego ze skoczków (najczęściej był to Kamil Stoch). Byłam dumna, że jestem Polką. Początkowe skoki nie były dobre. Punkt konstrukcyjny wynosił sto dwadzieścia pięć metrów, a żaden z dotychczasowych skoczków nie złamał tej bariery. MającUU chwilę dla siebie myślałam o wczorajszym dniu. Wiem, że zbyt gwałtownie zareagowałam, ale nie żałowałam..tak będzie lepiej dla mnie i dla niego. Coraz częściej jednak o nim myślałam i nic nie mogłam na to poradzić. Gdy rano Dawid naśmiewał się z jego zaczerwienionego policzka, nawet na mnie nie spojrzał. I dobrze, zasłużyłam sobie. 
 Nadszedł czas na Dawida. Po swoim skoku zajął piątą pozycję, gdyż wiatr nie był dziś sprzymierzeńcem. Podobnie było z Krzysiem. Ten zajął drugą lokatę, jednak zasłużył na pierwszą. Niestety nie było mi pisane obejrzeć tej serii do końca, gdyż jakiś grubas zasłonił mi widok. Próbowałam zmienić miejsce, ale było zbyt tłoczno. Piętnaście minut później nie miałam pojęcia co się stało, do czasu gdy zobaczyłam pierwszą trójkę.
1. Peter Prevc.
2. Maciej Kot.
3. Kamil Stoch.
 Byłam szczęśliwa i dumna z Maćka, szczególnie, gdy jury postanowiło, że druga seria się nie odbędzie. Chciałam podbiec do chłopców i im pogratulować, ale ubiegło mnie jakieś sto osób. Gdy nadeszła moja kolej po prostu stchórzyłam i  szepnęłam: Gratuluję.. Wiedziałam, że Maciek liczył na coś innego, ale nie mogłam wydusić z siebie ani słowa więcej. Uciekłam.

***

Obudziłam się przestraszona. Śnił mi się istny horror, jednak nie chciałam przypominać sobie o co właściwie chodziło. Postanowiłam wstać i napić się wody, ale ze zdziwieniem zauważyłam, że dywan był mokry. Pobiegłam jak najszybciej do łazienki. Ekspertem nie byłam, ale chyba pękła rura. Zadzwoniłam do recepcji i już za chwilę stali przede mną facet, którego przed chwilą zapewne obudziłam i fachowiec. - Przykro mi, ale musisz opuścić ten pokój- powiedział recepcjonista.
 - Dacie mi inny?-zapytałam gotowa już wychodzić.
 - Nie- pokręcił głową- nie mamy wolnych pokoi... Wybuchłam. Krzyczałam coś o braku gościnności, chyba nawet nawyzywałam go... Biedny człowiek. Stojąc już na korytarzu z oczu popłynęły mi łzy. Byłam bezradna. Osunęłam się na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach.
 - Jeśli chcesz to możesz spać u mnie- usłyszałam jakiś głos- wiesz...Piotrek wyjechał, a pokój został dwuosobowy... Dopiero po chwili dobiegł mnie jego głos i zrozumiałam sens jego wypowiedzi.
 - Zapraszasz mnie do łóżka?- zapytałam półprzytomnym głosem.
 - Nie głuptasie- był wyjątkowo cierpliwy- chyba nie chcesz spać na korytarzu? Pokręciłam przecząco głową i dałam się zaprowadzić do pokoju Maćka. Gdy weszłam, rozejrzałam się ze zdziwieniem.
 - A drugie łóżko gdzie?? _________________________________________________________________________________ Przepraszam za zwłokę, ale miałam dużo na głowie. Wczoraj miałam bierzmowanie, mnóstwo kartkówek, sprawdzianów. Rozdział raczej mi nie wyszedł...sama nie wiem...brak weny. Jeszcze raz przepraszam. Mówcie szczerze co sądzicie!!

poniedziałek, 6 maja 2013

Drugi.

 Pierwszy raz leciałam samolotem. Droga do Lillehammer zajmuje kilka godzin, dlatego z zachwytem wyglądałałam przez okno. Mleczne chmury, które spowijały błękitne niebo przywodziły mi na myśl te upojne dni lata, które spędziliśmy z tatą na trawie, doszukując się ciekawych kształtów chmur. Mimo iż miałam zaledwie pięć lat to wspomnienia te na zawsze wryły się w mą pamięć. Tak bardzo za nim tęskniłam. W moich oczach pojawiły się łzy, ale obiecałam sobie, że będę twarda więc zacisnęłam pięści i przeniosłam myśli na inny tor. Od razu pomyślałam o Maćku. Przypomniałam sobie jak obserwował każdy mój ruch kiedy witałam się z chłopakami z drużyny. Czułam się wtedy nieswojo, to krępowało moje ruchy, wydawało mi się, że przewierca moją duszę na wylot i spogląda wgłąb mnie.
- Jesteś głodna?- niemal podskoczyłam, gdy usłyszałam głos Krzyśka - przyniosłem ci batona- wyszczerzył się do mnie i usiadł obok.
- Dzięki, ale nie mam ochoty na jedzenie- odparłam po chwili zastanowienia. Czułam się lekko skrępowana siedząc obok chłopaka, ale on nie zdawał sobie z tego sprawy, bo co trochę wyskakiwał z nowym pytaniem.
- Spokojnie, bo nam zamęczysz dziewczynę- odwrócił się do nas Dawid, który zapewne przysłuchiwał się całej rozmowie. Gdy na niego spojrzałam, uśmiechnął się.
- Dzięki za pomoc, ale dam sobie radę- siliłam się na miły ton, bo nie chciałam wyjść na gbura.
- No właśnie, słyszałeś Zuzę, spadaj!- wtrącił się Krzysiek, co skończyło się szturchaniem obu chłopaków i rezygnacją Dawida.
- Wiesz muszę lecieć na swoje miejsce, bo zaraz lądujemy, a w między czasie skocze do kibl...to znaczy do łazienki. Tylko nikogo nie podrywaj- zaczął grozić mi palcem.
- No co ty jakbym śmiała, przecież jesteś mistrzem flirtu- mrugnęłam, po czym oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
 Po wylądowaniu staliśmy na parkingu czekając na autobus, który miał nas zawieść do hotelu. Miejsca były wyliczone, dlatego musiałam siedzieć z Maćkiem. Nawet nie rozmawialiśmy, bo od razu zasnęłam.

***

Otworzyłam oczy  .Łóżko. Ciepło. Światło. Słońce. Zaraz, zaraz łóżko?! Niemal z niego spadłam, gdy próbowałam wygramolić się z pościeli. Byłam w pokoju. Na podłodze leżała moja walizka, a na niej biała kartka papieru. Szybkim ruchem ją otworzyłam, a treść czytałam kilka razy.

" Zasnęłaś w autokarze (na dodatek na moim ramieniu :p ) . Tak słodko spałaś, że nie miałem serca cię budzić.                

                                                                                                                                              M.K.

PS: Wiedziałaś, że chrapiesz? "

Czerwona jak piwonia zmięłam kartkę i przetarłam oczy. Co on sobie wyobrażał?! Że tak po prostu pozwolę mu się dotykać? Nikt nie kazał mu być dżentelmenem. Moja irytacja rosła, jednak nie mogłam wyzbyć się uczucia nadziei na...przestań! Uderzyłam się lekko w policzek, żeby otrzeźwieć. Muszę o nim zapomnieć. Miłość niszczy ludzi, sprawia, że stają się słabi i naiwni. Nie mogę sobie pozwolić na takie uczucie.
 Postanowiłam wziąć gorący prysznic. Woda była kojąca, jak balsam, który łagodzi podrażnienia. Gdy wyszłam z pod prysznica spojrzałam w lustro. Moje falowane, lekko złociste włosy ułożyły się całkiem przyzwoicie, ale lekko zielone oczy były przekrwione. To przez to, że tyle spałam! Włożyłam getry i bluzę, do tego wzięłam iPoda i słuchawki, po czym zeszłam na dół. Wszyscy byli po śniadaniu więc czekali tylko na mnie. Od razu usłyszałam aplauz, bo Piotrek wraz z Dawidem parodiowali Maćka, który wczoraj zaniósł mnie do pokoju. Przedstawieniu przyglądał się nawet recepcjonista. Było mi wstyd. Gdy Piotrek (niosąc Kubackiego) słaniał się na nogach krzycząc :  "Ależ ona ciężka", miałam ochotę wybuchnąć. Wszyscy pękali ze śmiechu, no może oprócz mnie i Kota. Z tej głupiej sytuacji wybawił mnie trener, który oznajmił, że dzisiejsze kwalifikacje zostały odwołane z powodu silnego wiatru, a cały dzień mamy dla siebie. Niemal wszyscy podskakiwali z radości kiedy Łukasz już odchodził. Oznaczało to, że w jutrzejszym konkursie wezmą udział wszyscy. Nawet Kamil (który od początku podróży wydawał mi się poważny) dał się ponieść emocjom.
 Już miałam wrócić do pokoju gdy drogę zastąpił mi...nie kto inny jak Maciek. Miałam ochotę uciec, jednak stwierdziłam, że dowiem się czego chce. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie wtórował Piotrkowi i da mi spokój. Nagle uświadomiłam sobie, że był zbyt blisko. Niemal stykaliśmy się kolanami. Czułam zapach jego skóry i perfum. Gdy zaczął się nachylać mój puls przyśpieszył. stałam w bezruchu, a on szepnął:
- Masz pięć minut. Czekam pod hotelem.
I wyszedł. o mało nie upadłam. Pojechałam windą na trzecie piętro z uczuciem niepokoju w sercu. Iść czy nie iść?

***

 Patrzyłem jak staje na końcu schodów, była onieśmielona głupimi żartami Piotrka. Gdy przyszedł trener odetchnęła głęboko. Była taka piękna. Jej długie włosy opadały kaskadą na ramiona,  a zaczerwienione oczy patrzyły z ciekawością na Łukasza. Rumieńce na jej twarzy powoli bladły. Chciałem do niej podejść, dotknąć jej, pocałować ją , być przy niej. Nagle wszyscy zaczęli się rozchodzić , ona też. Drogę zastąpił jej Maciek. Nikt ich nie widział oprócz mnie. Nagle chłopak podszedł do niej,  a ona nie protestowała, pragnęła go... Wybiegłem, nie mogłem na to patrzeć. Ktoś zawołał moje imię, ale nie słuchałem. Bolało.

sobota, 4 maja 2013

Pierwszy.

 Siedziałam na tapczanie zerkając co rusz przez okno. Biały puch stopniowo pokrywał zakopiańskie chaty, a krople rozpuszczonych płatków śniegu na szybie przypominały łzy spływające po mym policzku. Otarłam je szybkim ruchem dłoni, a w mojej głowie zaczęły kłębić się pytania: Czy dobrze zrobiłam? Czy będę żałować? W pamięci wróciłam do dnia, w którym to wszystko się zaczęło.
 Stałam wtedy w drzwiach kuchni, a moja mama krzyczała coraz głośniej:
- Nie mam pieniędzy na twoje zmyślne studia, które zaczniesz za kilka lat! Opłaty są ogromne, a ty mając 18 lat nie pracujesz i się obijasz!
- Słucham?!-wyprowadziła mnie z równowagi- 18 lat będę miała za dwa miesiące i wcale się nie obijam, tylko uczę i myślę o przyszłości! Jak mi znajdziesz pracę to chętnie skorzystam!- odkrzyknęłam.
- Dobrze- odparła z zaciśniętymi zębami. Usiadła i wzięła telefon do ręki - Dzwonię do Łukasza, może jemu się na coś przydasz.
  Zatkało mnie. Że niby jestem bezużyteczna? Przecież mam średnią 4,85 i staram się być zwykłą nastolatką i nie sprawiać kłopotów.
- Ale zaraz...do wujka? Przecież on nigdy się nie zgodzi.
 Łukasz Kruczek to trener naszej reprezentacji w skokach narciarskich, a ona myśli, że tak po prostu przyjmie mnie do zespołu?? Pfff..jasne!
 Mama wyszła z telefonem przy uchu i wróciła 20 minut później. Do tego czasu z nerwów nabawiłam się bólu brzucha. Byłam pewna, iż się nie zgodzi, gdyż nie miałam żadnego doświadczenia. Lubiłam wujka, był miły i zabawny, jednak doskonale wiedziałam, że jeśli chodziło o skoki to potrafił zmieniać się w bezwzględnego i surowego trenera.
 - Zgodził się- powiedziała mam wchodząc do kuchni- pakuj się, jutro o 8.00 wyjeżdżasz.
Tak po prostu się zgodził...Mama wyjaśniła mi, że będę kimś w rodzaju asystentki, a zarobki (dla niej najważniejsze) -bardzo dobre.
 I dlatego tu siedzę, czekając na samochód. Wyjadę na 4 miesiące z dala od domu, znajomych i szkoły, ale nadrobię zaległości, muszę, muszę być silna i przestać się mazać.
 Wstałam powoli z tapczanu, opanowałam drżenie rąk i zerknęłam do torby, patrząc czy aby wszystko wzięłam. Nagle podeszła do mnie mama i położyła mi dłoń na ramieniu.
 - Będzie dobrze- powiedziała i mnie przytuliła. Zaskoczyła mnie tym gestem. Nigdy się nie dogadywałyśmy, była zapatrzona w swoją pracę, a była kimś w rodzaju marketingowca, dla niej były ważne pieniądze. Mój tata wyjechał za granicę, ale matka zawsze umiała zagospodarować pieniędzmi tak, aby nie odłożyć na moją edukację. Mimo wszystko nie byliśmy bogatą rodziną (większość pieniędzy szła na spłatę kredytu za dom).
 Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Podskoczyłam jak oparzona i wyswobodziłam się z objęć mojej rodzicielki. Taszcząc ciężką walizkę dowlokłam się do drzwi i otworzyłam je na oścież. Zamarłam. On też.Jego oczy były nieziemskie, czekoladowe, hipnotyzujące. Zabrakło mi słów. Czułam, że przyciągamy się jak magnez, jednak wiedziałam, że są to ulotne chwile, dlatego postanowiłam to przerwać.
 Oprzytomniałam.
 - Cześć- podałam dłoń Maćkowi- jestem Zuza. Uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z domu, machając na pożegnanie mamie.
 - Hej- po dłuższej chwili odpowiedział chłopak i wziął moją walizkę, po czym zapakował ją do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy. Zapadła długa i mroczna cisza, która zawisła między nami jak niewidzialny mur, który żadne z nas nie miało odwagi skruszyć.
 Nagle powiedział:
- Przepraszam za to przywitanie- zaczął już całkiem odważnie- po prostu trener nie mówił, że nowy nabytek w naszej drużynie to..dziewczyna.
- Niemiła niespodzianka? - zagadnęłam z drwiącym uśmieszkiem. Nawet się nie wstydziłam ( co byłoby do mnie podobne) wręcz przeciwnie.
 - Nie, nie to miałem na myśli po prostu...dojechaliśmy - zmienił nieoczekiwanie temat zaciągając hamulec ręczny.
 Staliśmy pod Wielką Krokwią , później mieliśmy udać się na lotnisko, ale tu była zbiórka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że miała zacząć się przygoda mego życia..

______________________________
 Komentujcie!!! Szczerze ;) Post miał być za tydzień, ale miałam wenę..chyba. Next..coś około środy ;)

piątek, 3 maja 2013

Początek.

WiTaM^^^

 To mój pierwszy blog, ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle. Tematyka skoków-obowiązkowa :) Co do fabuły, to dopiero ją tworzę, ale myślę, że jednym z bohaterów będzie Maciek Kot ( tak 45% )! Pierwsza notka pojawi się niedługo, myślę,że w przyszłym tygodniu...Zachęcam do śledzenia, będzie się działo !^^