poniedziałek, 24 czerwca 2013

Szósty.

Ukryłam się pod ciepłym kocem i ze skulonymi nogami wpatrywałam się w martwy punkt. Łzy już dawno zaschły na mych bladych policzkach, sama nie byłam pewna jak długo znajdowałam się w tej pozycji . Zastanawiałam się jakim cudem udało mi się o własnych nogach dotrzeć do pokoju. Gdy tylko drzwi z głośnym trzaskiem zamknęły się za Maćkiem, upadłam na podłogę, nie potrafiąc utrzymać się na dygoczących nogach. Byłam w totalnej rozsypce. Zużyte chusteczki leżały dookoła mnie na podłodze, a kubek rozpuszczonych, czekoladowo-malinowych lodów stał na stoliku obok. Co za idiota powiedział, że lody leczą złamane serce?

***

Biegłem, sam nie wiedząc dokąd. Pragnąłem znaleźć się jak najdalej od tej...tej. Nie potrafiłem nawet w myślach przywołać jej imienia. Dlaczego to tak cholernie boli?! Zacisnąłem mocno pięści, a pierwsze drzewo, które znalazło się w polu mojego widzenia, zostało zasypane przeze mnie gradem ciosów i kopniaków. Dotarłem nad nieznajome mi, tajemnicze, ciemne i pokryte krą jezioro. Miałem ochotę skruszyć lód gołymi rękami, zrobić cokolwiek, żeby przestało boleć. Upadłem na kolana, gdyż chcąc wykopać kamień w powietrze, poślizgnąłem się na mokrym śniegu. Siła z jaką zderzyłam się z zamarzniętą ziemią, odebrała mi dech i przywróciła do rzeczywistości.
- Kurwa!- zakląłem głośno, przekręcając się na bok i próbując się podnieść.
 Niespodziewanie zauważyłem długi cień, który zatrzymał się obok mnie. Zamrugałem. Przede mną stała zgięta postać. Musiałem przyznać, że miała się czym pochwalić. Dziewczyna niby niechcący wypchnęła swoją klatkę piersiową wprzód.
- Może pomóc?- usłyszałem cichy, ponętny głos tuż za moim uchem.
Uniosłem powoli głowę, patrząc na twarz uśmiechniętej Alany, po czym z lekkim syknięciem wstałem i przyjęłam pozycję pionową.
- Co ty tutaj robisz?- zdziwiła mnie obecność dziewczyny w tym miejscu, do którego biegłem z maksymalnym przyspieszeniem.
- Przykro mi, ale widziałam, że coś się stało. Wybiegłam za tobą, przestraszyłam się. Byłeś bardzo zdenerwowany...Spójrz! Ledwo zdążyłam zabrać ze sobą płaszcz.- rozłożyła teatralnie ręce robiąc lekki przysiad.
Rzeczywiście, miała na sobie krótką spódniczkę, rozpięty płaszcz, a pod spodem prześwitującą bluzkę, która pokazywała...znacznie więcej, niż powinna.
- Nie martw się- szepnęła, muskając moją dłoń- możesz na mnie liczyć.

***

Obudziłam się wczesnym rankiem. Mój kark pulsował przeszywającym bólem. Śpiąc na krześle w tak niewygodnej pozycji, nie powinnam się spodziewać, że wstanę wypoczęta. Jęknęłam cicho, rozglądając się po pokoju. Porozrzucane na podłodze chusteczki, niezaścielone łóżko i wielka plama po wywróconym, plastikowym pudełku po lodach. Zapewne gdyby ktoś zobaczył ten bałagan, pomyślałby, że mieszka tu jakiś nieokrzesany neandertalczyk. Powłóczywszy nogami, udałam się do łazienki i wzięłam prysznic. Jeszcze wilgotne włosy związałam w ciasny kucyk, założyłam czerwoną bluzę i dżinsy, po czym zeszłam na dół. Gdy schodziłam po schodach, usłyszałam niemałą wrzawę. Postanowiłam przyspieszyć i z ciężkim oddechem dotarłam do głównego holu. Ujrzałam tłum paparazzi tuż przed hotelem, którzy z aparatami fleszowymi, robili zdjęcia każdej napotkanej osobie. Niepewnie podeszłam do recepcjonisty i mruknęłam półgębkiem do niego:
- Chłopcy na treningu?- mój znudzony, lecz czujny wzrok lustrował wysokiego szatyna z lekkim zarostem na żuchwie. Byłby całkiem przystojny, gdyby nie niechlujny wygląd jego sylwetki.
- Tak. Widzi pani ten tłum?- zapytał podekscytowany, zwracając twarz ku głównym drzwiom- austriaccy skoczkowie narciarscy zamieszkają w tym hotelu- uśmiech, który pojawił się na jego rozanielonej twarzy wywołał u mnie lekki, niemal niedostrzegalny uśmiech.
- Jest pan fanem?- dopytywałam się.
Mężczyzna pokiwał entuzjastycznie głową, a gdy drzwi wejściowe zaczęły się uchylać, o mało nie popłakał się ze wzruszenia.
 Gdy austriacki team podszedł do biurka, przy którym stałam, musiałam szturchnąć chłopaka w ramię, aby wreszcie odzyskał głos.
- Dzień dobry- uśmiechnął i nachylił się Gregor, żeby ucałować moją dłoń.
 Odruchowo cofnęłam rękę przed jego ustami, a na moich policzkach pojawił się szkarłatny rumieniec. Przygryzłam dolną wargę, a kąciki ust Schlierenzauera lekko drgnęły, co sprawiło, że zaczerwieniłam się po samą szyję. Patrzył na mnie z zaciekawieniem i uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów. Na jego policzkach ukazały się prześliczne dołeczki. Był niemal tysiąc razy przystojniejszy niż, gdy widywałam jego oblicze w telewizorze.
- Jestem Gregor, a ty? Masz jakieś imię?- zapytał, zupełnie niezrażony moim wcześniejszym zachowaniem.
- Zu-za- zająknęłam się, żałując, że jeszcze kilka minut temu śmiałam się ze speszonego recepcjonisty o imieniu Kevin.
 Chłopak przedstawił mi swoim towarzyszy. Każdy z nich uścisnął moją rękę, odniosłam wrażenie, że są naprawdę sympatyczni. Po odebraniu kluczy, zaczęli się rozchodzić, tłumacząc, że są lekko zmęczeni.
-  Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy- szepnął mi do ucha Gregor i odszedł wywołując przy tym przyjemne dreszcze.

 Postanowiłam odnaleźć Łukasza. Od czasu wypadku zaniedbywałam swoją pracę i było mi wstyd, że moje wynagrodzenie nie jest w pełni zasłużone. Doskonale wiedziałam, że trener bał się o moje zdrowie, ale nie było to usprawiedliwieniem lenistwa. Po dłuższych poszukiwaniach odnalazłam całą kadrę na siłowni. Dziwiła mnie obecność skoczków w tym miejscu. Nie raz i nie dwa narzekali, jak nie lubią tutaj ćwiczyć i robili wszystko, żeby temu zapobiec. Po wejściu do siłowni, odpowiedź przyszła szybciej, niż można się było spodziewać. Na ławce siedziała rozentuzjazmowana Alana, która dopingowała chłopaków z całych sił. Mimochodem stwierdziłam, że była najwierniejszym kibicem Maćka, po kilkakrotnych oklaskach chłopak uśmiechnął się do niej i puścił zalotnie oczko. Zachowywali się jak dzieci, a ja nie miałam ochoty na dołączenie do tej zabawy. Nie mogłam pokazać, jak bardzo bolało mnie rozstanie z Kotem, więc ich zignorowałam. Usiadłam obok trenera. Po krótkiej chwili spojrzał na mnie, odkładając stos dokumentów, które właśnie przeglądał.
- Przepraszam- szepnęłam skruszona- wiem, że jestem zwykłym obibokiem, ale obiecuję, że się poprawię- odważyłam się spojrzeć w oczy mojego wujka. Był przemęczony.
- Posłuchaj- nachylił się w moją stronę, na tyle, żeby nasza konwersacja nie dotarła do uszu Alany- bardzo cenię sobie twoją pomoc i doskonale wiem, że twój stan zdrowia wykluczył chwilowo asystowanie...- zakończył to trochę niezgrabnie, gdyż zauważyłam, że długo zastanawiałam się nad odpowiedzią.
- Nie- sprzeciwiłam się Łukaszowi, który lustrował mnie wzrokiem- nie zgadzam się. To, że miałam wypadek nie oznacza, że powinnam sobie odpuszczać- urwałam, bo w tej samej chwili rozległo się ciche dzwonienie, a chłopcy odłożyli sztangi i ruszyli do szatni.
- Posłuchaj- powiedział mój rozmówca, zbierając dokumenty i podnosząc się z ławy- masz czas na to, żeby się zrehabilitować- uśmiechnął się, próbując odpuścić sobie spór, a jednocześnie dając mi do zrozumienia, że wznawiam swe obowiązki.
Zasalutowałam mu z uśmiechem, po czym dostrzegłam jego znikającą postać tuż za zakrętem. Gdy odchodziłam, miałam niemiłe wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.

 Mimo zapewnień Łukasza o wznowieniu mojej pracy, dzisiejszy dzień miałam tylko dla siebie. Z wielkim entuzjazmem zareagowałam na pomysł zakupów, jednak pogoda nie była moim sprzymierzeńcem.  Po obiedzie wpatrywałam się w okno, na którym pojawiały się coraz to nowe krople deszczu. Mimo wszystko przyjemnie było odizolować się od rzeczywistości. Sama nie wiedząc co robię, nacisnęłam klamkę i wyszłam na balkon, Ogłuszający odgłos uderzających kropel deszczu o blachę był...nie wiedziałam jak mogłam to ująć, ale w każdym razie było to miłe. Zmrużyłam oczy i przeniosłam się w zupełnie inny świat. Bez problemów, bez kłamstw, bez nienawiści i...Maćka. Taak. Zupełne wyciszenie, oczyszczenie się z negatywnych myśli. Drżącymi dłońmi objęłam mokrą barierkę i wtedy coś we mnie pękło. Ciepłe łzy zaczęły mieszać się ze strugami deszczu, spływającymi po mych policzkach. Rozkleiłam się całkowicie. Nie miałam bladego pojęcia co spowodowało ten wybuch, ale mimo wszystko łzy pomagały. Pomagały mi w ukojeniu bólu i tych wszystkich nieprzyjemnych doznań. Tonąc w strugach deszczu uzmysłowiłam sobie jak wiele szkód wyrządziłam moim bliskim. Tacie, mamie, Maćkowi...Poczucie winy spoczywało we mnie już od dłuższego czasu, jednak dopiero teraz zrozumiałam, że nie powinnam go tłamsić, lecz to wszystko naprawić.

***

Nadszedł wieczór. Po deszczu nie było ani śladu, a bezchmurne niebo ukazywało bezmierną konstelację gwiazd. Po dłuższym czasie zalegania w pokoju, postanowiłam zażyć świeżego powietrza. Zbiegłam po schodach ( w między zasie zakładając szalik ) i zatrzymałam się w holu, gdyż doszły mnie głośne i nieartykułowane śmiechy.
- Co oglądacie?- zapytałam polskich kadrowiczów, którzy w 'pokoju zabaw' raczyli się popcornem i colą, wlepiając wzrok w ekran telewizora.
- ' Kac Vegas ' - odparł Dawid odchylając głowę do tyłu- dołączysz?- zagadnął wyszczerzając swoje równe i białe zęby.
- Nie, dzięki idę na spacer.- wymigałam się od oglądania tej pożal się Boże komedii.
Ruszyłam w stronę wyjścia, kiedy usłyszałam za sobą głos.
- Zaczekaj!- Krzysiek dobiegł do mnie i przeczesał włosy palcami w geście zdenerwowania.
- My ten, tego...musimy pogadać- czerwony rumieniec rozkwitł na jego twarzy, a oczy uciekały przed moim spojrzeniem.
- Ja..-zaczęłam powoli, ale w tej samej chwili umilkłam. Właściwie..Co powinnam odpowiedzieć???

_____________________________________________________________________________________________

Jest! Po wielu trudach i znojach. Mam nadzieję, że docenicie moja pracę i zostawicie po sobie ślad.
- Przepraszam za ewentualne błędy !!!
Wiem, że nie jest długi, ale...brak czasu i weny..no cóż, bywa :P

sobota, 1 czerwca 2013

Piąty.

Całe dnie zalegałam w łóżku. Lekarz zabronił mi wychodzenia z pokoju, z powodu urazu głowy. Tłumaczył mi, że cudem uniknęłam wstrząśnienia mózgu, więc jeszcze kolejny tydzień będę miała wycięty z życiorysu. Z uporem maniaka, gdy chłopcy mieli treningi lub zawody wymykałam się z hotelu, jednak za każdym razem trafiałam na przeszkodę. Alana. Była to nowa stażystka, którą z głębi serca nienawidziłam. Chuda blondynka o długich nogach spędzająca kilka godzin w solarium, chodziła za mną krok w krok przez dni mojej tymczasowej niesprawności. Denerwowało mnie to, że kleiła się do Maćka, tłumaczył mi, że nic do niej nie czuje, ale jej skąpe i wyzywające stroje wyprowadzały mnie z równowagi. Miałam dość bezczynności, więc postanowiłam postawić na swoim. Kolejnego monotonnego dnia wzięłam prysznic, bardzo ciepło się ubrałam i wyszłam niepostrzeżenie z hotelu. Będąc w taksówce zadzwoniłam do doktora Müllera, który z lekkim wahaniem zgodził się na zażycie przeze mnie świeżego powietrza. Od razu obrałam jeden cel. Skocznia. Gdy tylko zobaczyłam masywną konstrukcję, z której po kolei zjeżdżali skoczkowie, aż serce zaczęło mi się radować. Po zapłaceniu należytej sumy kierowcy, udałam się wprost na trybuny i zaczęłam przyglądać się temu pięknemu krajobrazowi. Drzewa rosnące dookoła tego sportowego obiektu przywodziły na myśl potężnych strażników, którzy bronili fortyfikacji zamku, ciepłe słońce, które wychylało zza mlecznej poświaty chmur wyglądało, jakoby świeciło tylko dla tego miejsca, a delikatny wiatr poruszający chorągiewkami, wspomagał kibiców w dopingowaniu treningowych zmagań chłopców. 
- Co ty tutaj robisz?- jakiś męski głos wyrwał mnie z chwilowego otępienia mózgowego.
 - Maciek- mój głos zabrzmiał nieco łagodniej, niż to przewidziałam- lekarz mi pozwolił- spuściłam wzrok czekając na reakcję chłopaka. Zastanawiałam się jak zareaguje, był lekko mówiąc nadopiekuńczy.
- Cieszę się, że jesteś- objął mnie, po czym wtulił twarz w moje włosy. Pogładziłam go po policzku, a on nagrodził mnie namiętnym całusem. Usłyszałam chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie z nieukrywanym rozczarowaniem. Przed nami stali Kamil, Krzysiek i Dawid.
 - Co jest dziewczyny?- zadrwiłam widząc ich zdezorientowane miny. Możliwe, że jeszcze nie wiedzieli o mnie i o Maćku , ale stanie z “opadniętymi koparami“ wydało mi się to zbędne. Chłopcy szybko okiełznali swoje emocje, po czym usiedli obok nas, zdziwiła mnie reakcja Krzysia, byłam pewna, że jako pierwszy rzuci jakiś tekst o piciu wina za nasze zdrowie, ale się pomyliłam. Poprzedniego dnia, gdy rozmawiałam z Łukaszem napomknął coś o dziwnym zachowaniu Titusa, usprawiedliwiając go słabymi wynikami podczas treningów, jednak nie byłam przekonana czy diagnoza ta była trafna.
 - Powinnaś już wracać- usłyszałam głos Maćka tuż przy moim uchu, w pierwszej chwili nie zareagowałam, jednak gdy sens jego słów dotarł do mojego mózgu, wyrwałam się z otępienia i spojrzałam na niego sceptycznie.
 - Nigdzie się nie wybieram, zostaję na konkursie- odpowiedziałam stanowczo, patrząc wprost w jego oczy, byłam nieugięta. Od dłuższego czasu spędzałam całe dnie w moim pokoju , a gdy wreszcie pozwolono mi wyjść na świeże powietrze, to po paru chwilach zostaje odprawiona z kwitkiem. Coraz częściej czułam się zbędna, niepotrzebna.
 - Wiem, że nudzi ci się spędzanie czasu sama, ale obiecuje, że ci to wynagrodzę- tu położył dłoń na sercu- nie możesz się przemęczać- próbował mnie udobruchać, ale byłam jak stal- silna i ciężka w zmianie stanowiska. Niestety do Maćka przyłączyli się Kamil i Dawid, a moje argumenty posypały się niczym domek z kart.
 - Wiesz co? Nieważne, rozumiem, że nie masz ochoty, żebym przebywała w twoim towarzystwie- burknęłam i z zawrotną szybkością zbiegłam po trybunach. Usłyszałam jak woła moje imię, ale nie zatrzymałam się. Miałam dość przekrzykiwania się, wiedziałam, że przegram więc uniosłam się honorem. Uhm..zachowywałam się jak rozkapryszony dzieciak, jednak nie miałam ochoty na reasumowanie mojego zachowania. Taka jestem i już. 

 Ciemność. Mój pokój spowijała lekka poświata pomarańczowego blasku płynącego z lampki nocnej. Chłopcy nie wróciwszy jeszcze z zawodów, zapewne odbierali ewentualne nagrody. Nie oglądałam Pucharu Świata w telewizji, skoro nie widziałam konkursu na żywo, równie dobrze mogłam nie znać wyniku wcale. Miękka kapa okalająca łóżko, otulała moje ciało, a pierzaste poduszki powoli oddawały mnie w objęcia Morfeusza. Przymknęłam powieki , czułam, że balansuję między jawą, a snem.

 Puk, puk, puk. Cichutkie pukanie wyrwało mnie z krainy nieważkości, a ciemna postać wślizgnęła się do mojego pokoju, by po chwili usiąść obok mnie na łóżku. Nie widziałam twarzy Maćka, ale czułam jego zapach...poznałam go też po chodzie. 
- Obudziłem cię?- zapytał cichutko dotykając mojej dłoni.
 - Jak konkurs?- nie miałam ochoty odpowiadać na poprzednio zadane pytanie, sama nie wiedziałam dlaczego, nie byłam zła na Kota, martwił się o mnie i chciał dla mnie jak najlepiej. 
- Zajęliśmy piąte miejsce, Łukasz chce z nami porozmawiać...nie poszło nam źle, po prostu byli lepsi.- zauważyłam ogromną zmianę, która zaszła w chłopaku od pierwszego konkursu w Lillehammer. Od tego czasu upłynęło kilka tygodni, a jego nastawienie do skoków diametralnie się zmieniło. Zaczął czerpać coraz więcej przyjemności z możliwości skakania, a nie z wyników, trzymał swoją ambicję na wodzy, a pozytywne emocje emanowały z niego na każdym zmaganiu konkursowym.
 - Przyszedłem powiedzieć dobranoc- dotknął mojego policzka, a na ustach złożył pocałunek, zaczął się podnosić, ale w ostatniej chwili złapałam go za nadgarstek i przyciągnęłam do siebie.
 - Zostań- poprosiłam i przybliżyłam się do niego. Wahał się, ale niedługo. Po chwili krótkiej bezczynności całował mnie mocno, wręcz brutalnie po całym ciele. Nie przeszkadzało mi to, pragnęłam go tak mocno, jak on mnie. Zacisnęłam palce na jego koszulce, a jego dłoń powędrowała w dół mej talii. Zapowiadałam się ciekawa noc. ..

 Obudziłam się o świcie, w chwili gdy słońce pojawiło się nad horyzontem. Ciepłe promienie wschodzącego słońca oświetlały nasze splątane sylwetki. Delikatnie wyswobodziłam się z jego objęć, nie chciałam go obudzić, spał tak słodko, że nie miałam do tego serca. Uśmiechnęłam się w duchu widząc jego rozczochraną czuprynę i lekko uchylone wargi. Słyszałam jego miarowy oddech, który łamał ciszę panującą w pokoju. Ziewnęłam przeciągle, po czym postanowiłam wstać, jednak dłoń Maćka zacisnęła się na moim nadgarstku.
 - Kochanie- mruknął Maciek przyciągając mnie do siebie- jeszcze nie wstajesz- jego głos był łagodny, ale stanowczy. Przyjrzałam się jego twarzy z bliska, emanowała szczęściem i miłością. Odruchowo przeciągnęłam palcem po jego dolnej wardze. Pod wpływem mego dotyku przymknął oczy i ucałował wierzch mojej dłoni.             - Kocham cię- szepnął po chwili wprost do mojego ucha- już zawsze będziemy razem- odniosłam wrażenie, jakby tylko czekał na wypowiedzenie tych magicznych słów. Jakby były sensem jego dotychczasowej egzystencji.
- A ty?- zmarszczył brwi obsypując pocałunkami moja szyję, usta i szczękę. Odchyliłam głowę do tyłu, a on powtórzył- A ty?- tym razem przyglądał mi się podejrzliwie.
 - Hmmm...zastanówmy się...- zaśmiałam się, kiedy przeciągnął moje ciało na drugą stronę łóżka i zaczął łaskotać. - Ej! Przestań..- ze śmiechu rozbolał mnie brzuch- Przestań- kolejna salwa śmiechu potoczyła się po pokoju- Ja ciebie też-wykrzyknęła oddychają ciężko.
 Uzbrojona w puchową poduszkę, uderzyłam go w głowę. 
- To za karę!- pisnęłam, gdy wyrwał mi ją z ręki i oddał strzał celując prosto w ramię. Śmialiśmy się do łez staczając bitwę na poduszki. Czułam się niesamowicie lekko. Już wiedziałam, że znalazłam swoje miejsce na ziemi. Tutaj. Przy nim. Moje serce odruchowo wypchnęło ze swego wnętrza Filipa, by zastąpić go prawdziwą miłością. Biegając po pokoju wśród latającego puchu, pragnęłam zapamiętać tę chwilę do końca mojego życia. Wszystko było takie...piękne. Ktoś postronny mógłby pomyśleć, że utopijne, ale nie ja. Pierwszy raz w życiu czułam sie tak beztrosko, lekko i bezpiecznie.
  Zamrugałam lekko, gdy kolejna, idealna kreska namalowana eyelinerem, zaczęła zdobić moje oko. - I jak?- zapytałam Maćka, który pół-śpiąc przyglądał się moim poczynaniom.
 Nie odpowiedział. Zasnął! Niewiele myśląc, podniosłam poduszkę, która leżała na podłodze i wymierzyłam prosto w jego twarz. Pod wpływem mojego uderzenia chłopak zsunął się z łóżka i wylądował na podłodze. 
- Ej!- krzyknął po krótkim przywitaniu się z podłogą- Przecież wiesz, że nie spałem całą noc- jego głos diametralnie zmienił ton.
 - No to czym się wtedy zajmowałeś?- skarciłam go, puszczając do niego oczko. Maciek pokręcił z rozbawieniem głową i oboje zeszliśmy na dół, na śniadanie. 
  Po kilku minutach byliśmy na miejscu
 - Widzę, że humory dopisują- rzekłam, gdy znaleźliśmy się w jadalni, a naszym oczom ukazał się widok tańczącego Dawida i Piotrka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że znajdowali się na stole i wygłupiali się przy tak dobrze znanej mi muzyce. Przyglądałam im się przez chwilę, po czym prychnęłam głośno:
 - Co wy robicie! Czy widzieliście kiedyś jak to się robi?- wyśmiałam chłopaków, którzy popisywali się tańcem-połamańcem. 
- Zapraszam mistrzynię- odparł Piotrek, kłaniając mi się w pas. Uniosłam brew. Czyżby wyzwanie? Po chwili stałam między nimi i ruszałam ciałem w rytmie Harlem Shake. Uśmiałam się przy tym do łez. Maciek przyglądał nam się z nieukrywanym rozbawieniem i wraz z Kamilem klaskał w rytm muzyki.
 - Wystarczy!- usłyszałam znienawidzony przeze mnie głos- trener wzywa Kamila, Maćka, Piotrka i Dawida do siebie!- Alana świecąc niemal gołym tyłkiem, stała na środku pomieszczenia i przytupywała ze zniecierpliwieniem nogą. Zrobiła to specjalnie! Zabrała mi moich towarzyszy, pomyślałam, gdy skoczkowie w mgnieniu oka zniknęli z pola mojego widzenia. Rozejrzałam się po pokoju i ujrzałam Krzysia, który siedząc na krześle, trzymał twarz ukryta w dłoniach.
 - Coś się stało?- zapytałam podchodząc do niego bliżej i kładąc dłoń na ramieniu chłopaka. Odepchnął mnie. Z niemałym przyglądałam się jego ostatnim poczynaniom, ale to wydało mi się naprawdę dziwne.
 - Krzysiek..przecież się przyjaźnimy, możesz mi powiedzieć wszystko. Zależy mi na tobie i ciężko mi patrzeć na to jak cierpisz. Proszę, powiedz mi o co chodzi- moje słowa zawisły między nami w nieubłaganej ciszy.
 - Tak?!- wybuchnął- Naprawdę chcesz wiedzieć?!- usłyszałam w jego głosie bezradność, po czym powili pokiwałam głową.
 Spojrzał na mnie i z niezwykła siłą w dłoniach przyciągnął mnie do siebie. Gdy odnalazł moje usta, jęknął cicho i wpił się w nie jeszcze mocniej. Stałam jak wrośnięta w ziemię. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam co robić. Podczas tego pocałunku nie czułam nic, a w mojej głowie uformowało się imię MACIEK. Położyłam dłonie na jego ramionach, żeby go odepchnąć. Gdy usłyszeliśmy cichy trzask, oderwaliśmy się od siebie tak gwałtownie, że o mało nie upadłam. Odwróciłam się w stronę drzwi. Stał w nim Maciej, jego oczy i usta były szeroko otwarte, a rozbity telefon znajdował się na podłodze w kilku kawałkach. 
- To nie tak...- szepnęłam przełykając łzy. Jego twarz w jednej chwili przybrała postać marmuru, a dłonie zacisnęły się w pięści. Wyszedł.
 - Zaczekaj!- krzyknęłam, wybiegając wprost za nim. Zdążyłam dogonić go, gdy zmierzał do wyjścia z hotelu.
 - Przestań Zuza- szepnął z zaciśniętymi szczękami z trudem wypowiadając moje imię.
 -Maciek...- chciałam mu to wytłumacz, przekonać go, ale mi przerwał.
 - Nie. To koniec, nas już nie ma- dodał i wyszedł na zewnątrz.
 Moje ciało zatrzęsło się w konwulsjach, po czym osunęłam się na ziemię. Ciemność. Pustka. Cierpienie. _____________________________________________________________________________________________ No moje kochane, udało się :) Przykro mi, że tak późno, ale powód znacie. Co do Harlem Shake, to nawiązałam do wykonania tego układu przez skoczków w Planicy (tej mniej...wulgarnej, żeby nie było :D )
Komentujcie! 

czwartek, 30 maja 2013

Informacja.

Witam ! Przepraszam za to, ze jeszcze nie dodalam nowego rozdzialu, ale mam pewne problemy z dostepem do internetu...Nowa notka pojawi sie lada dzien, wiec prosze o cierpliwosc :) Wybaczcie, ze nie posluguje sie polskimi znakami, ale uzywam telefonu. Od tej chwili nadrabiam zaleglosci w czytaniu waszych blogow :)) Pozdrawiam :) PS: W tym tygodniu dostalam autograf od Kamila stocha :D

piątek, 17 maja 2013

Czwarty.

 Rozglądałam się ze zdziwieniem po pokoju Maćka. To jakiś żart?! Byłam pewna, że w drugim kącie powinno stać wolne łóżko. Zerknęłam na chłopaka, ale nie potrafiłam odczytać z jego twarzy żadnych emocji. Reasumowałam wszystkie okoliczności, zastanawiając się co tak na prawdę kierowało Maćkiem, gdy postanowił mnie przygarnąć. Może rzeczywiście wyglądałam dość kiepsko w chwili kiedy znalazł mnie zapłakaną na korytarzu. Nagle uświadomiłam sobie pewien fakt...
- Ty jesteś gejem! - krzyknęłam oskarżycielsko. Był to jedyny pomysł, który wpadł mi do głowy, ale jak już wspominałam zawsze myślałam dopiero po fakcie.
- Naprawdę myślisz, że gdybym nim był to pocałowałbym bym cię w samochodzie?- spojrzała na mnie z politowaniem. Poczułam się jak idiotka. Mogłam jednak usprawiedliwić się tym, że była godzina pierwsza w nocy , a mój mózg ciężko przyswajał to co działo się w tej chwili.
- No to jak wytłumaczysz, że dzieliłeś pokój z Wiewiórem i jest tu jedno łóżko?- uniosłam jedną brew czując się jak prawdziwy detektyw, który wpadł na trop i był o krok od rozwikłania zagadki.
- Po prostu, zamieniono mi pokój na jednoosobowy, żeby ewentualni goście, mogli skorzystać z poprzedniego- odparł tłumacząc mi jak małemu dziecku, że nie wolno jeść słodyczy i rozmawiać z obcymi ludźmi na ulicy.
- To po jaką cholerę mnie tu ściągnąłeś mówiąc, że nie zapraszasz mnie do łóżka?!- wybuchłam zirytowana jego kłamstwem, które właśnie wyszło na jaw.
- A co, wolałabyś tam siedzieć i spać na korytarzu? Uwierz mi, że jak zaśniesz to nie będę zaglądał ci w dekolt czy coś takiego..chociaż- zmierzył mnie wzrokiem - kto wie? - poczułam jak robi mi się gorąco. Po chwili, bez zastanowienia ominął mnie i ułożył się wygodnie do snu. Wiedziałam, że ze mną pogrywa, chciał abym uległa, ale nie mogłam dać mu tej satysfakcji i spać na brudnym dywanie. Ruszyłam w jego stronę.
- Będziesz spać na podłodze? Może być niewygodnie- mówiąc to usłyszałam ironię w jego głosie.
Jęknęłam bezsilna. Ściągnęłam z niego kołdrę, po czym szczelnie się nią owinęłam. Leżałam na wznak, patrząc cały czas w sufit. Bałam się poruszyć choć o milimetr. Nie chciałam go dotknąć. I jak tu zasnąć, gdy koło mojego boku leży półnagi, mega przystojny chłopak?
- Maciek?- zapytałam cichutko.
-Co?- zapytał odwracając się w moją stronę. Bałam się na niego spojrzeć, lecz w końcu się odważyłam.
- Następnym razem jak zapraszasz dziewczynę na noc do łóżka i nie chcesz, żeby cię opacznie zrozumiała to..postaraj się założyć koszulkę- poradziłam mu.
- A ty, jak następnym razem będziesz spać z chłopakiem i nie chcesz, żeby do czegoś doszło to załóż mniej skąpą bluzkę- szepnął z nieukrywaną radością. Momentalnie podciągnęłam kołdrę pod samą brodę, przypominając sobie, że mam na sobie krótką bokserkę. Usłyszałam cichy śmiech Maćka, od razu spiorunowałam go wzrokiem, a on uniósł obie ręce w geście obrony.
- Pokój - powiedział z udawanym strachem. Uhm..super teraz się będzie ze mnie naigrywał. Nie odpowiedziałam.
- Dobranoc- szepnął po chwili nie zmąconej ciszy i ucałował mnie w czoło.
- Branoc- odpowiedziałam, czując się bezpieczna.

 Słońce bezlitośnie przecierało się przez chmury i wpadało wprost do pokoju. Odruchowo zasłoniłam oczy dłoniom i uchyliłam powieki. Głowa bolała mnie tak bardzo jakby ktoś wrzucił do jej środka skoczną piłkę, a ta z niemiłosierną prędkością odbijała się od mej czaszki. Delikatnie uniosłam się na łokciach, ale to był błąd, bo po chwili poczułam ostre ukłucie w okolicach karku.
- Już wstajesz?- usłyszałam niezadowolony głos Maćka tuż przy moim uchu. Dopiero w tej chwili uświadomiłam sobie, że nie jestem sama, ale nie dałam po sobie poznać chwilowej amnezji. Na dodatek byłam pewna, że nie w takiej pozycji usnęliśmy. Byłam oparta o niego plecami, Maciek obejmował mnie w pasie, a nasze palce były złączone.
- Musimy dziś się spakować i wyjechać przed południem, a ja jestem pewna, że nie na to się umawialiśmy- burknęłam znacząco wskazując na jego rękę, która spoczywała na moim brzuchu.
- Wybacz- odsunął się nagle, po czym dodał- wiesz wyjazd jest planowany na godzinę trzynastą, a jest szósta rano!- wyglądał tak słodko kiedy się złościł. Nie miałam jednak zamiaru leżeć Bóg wie ile, zagrzebana w tumanie pościeli. Chciałam się odświeżyć i wyskoczyć na miasto, a nie zalegać w czterech ścianach.
- Zamawiam łazienkę!- krzyknęłam uradowana, próbując przejść nad Maćkiem, jednak brak koordynacji nie dał o sobie zapomnieć. Zahaczyłam nogą o brzeg łóżka i wylądowałam wprost na chłopaku, twarz przy twarzy, usta przy ustach...Mierzyliśmy się wzrokiem, a nasze oddechy przyspieszyły. Położyłam się obok niego, a on nachylił się nade mną. Wodził palcami po mej twarzy, aż w końcu zatrzymał się przy ustach i szepnął:
- Jeszcze trochę tu zostaniesz, bo..to ja będę pierwszy w łazience- i już go nie było...
 Walizki już od dawna były zapakowane do autokaru, który stojąc pod hotelem czekał cierpliwie na całą ekipę. Stałam w pokoju Maćka obejmując się rękami. Chłopcy mięli trening, a później zapewne będą chcieli wziąć kąpiel, dlatego byłam pewna, że nas odjazd mocno się przedłuży. Wyjrzałam przez okno. Pragnęłam zapamiętać każdy detal, każdy element tego pięknego krajobrazu. Przez mleczne chmury przedzierało się ciepłe słońce, które rzucało złowrogie cienie na ceglane budynki opuszczonych kamienic. Byłam ciekawa jakie tajemnice kryją grube mury, niedostępne dla zwykłych gapiów. Stare drzewa uginały się pod siłą wiatru, skrzypiąc i pojękując co jakiś czas. Zabiegani ludzie przepychali się na ulicy, jak najszybciej chcąc złapać taksówkę. Jaki był ich cel? Do czego dążyli? Czy byli szczęśliwi? Chciałam chłonąć całym swym  ciałem ten moment. Uchyliłam okno, ale już po chwili otworzyłam je na oścież chcąc zachłysnąć się świeżym powietrzem. Zmrużyłam oczy. Usłyszałam delikatny szum fal, poczułam zapach nadmorskiej bryzy, czułam się jak dziecko, które uczy się żyć, odbierać bodźce, rozumieć. Nie przeszkadzało mi to. Zadrżałam. Lillehammer. Niesamowite miejsce. Chciałam zapamiętać je jak najlepiej, doszukując się superlatywów tego miejsca. Nagle trzasnęły drzwi, podskoczyłam zaskoczona, ale gdy ujrzałam zmęczonego Maćka uśmiechnęłam się pobłażliwie.
- Idź pod prysznic- powiedziałam cicho, zsuwając firankę, która jeszcze chwilę temu była zbędna. Usłyszałam szum wody, a dziesięć minut później z łazienki wyszedł odświeżony Maciej.
- Idziemy - powiedział.
- Już wyjeżdżamy? -zapytałam zdziwiona, zakładając kurtkę i naciągając czapkę na uszy.
- Nie, mamy sobie coś do wyjaśnienia- oznajmił ku memu zdziwieniu.

- Ładnie tu- oznajmiłam, przyglądając się spienionym falom wody.
- Co cię blokuje?- nie zdziwił mnie tym pytaniem, wiedziałam, że w końcu nadejdzie dzień, w którym będę zmuszona opowiedzieć o Filipie komuś postronnemu. Ale zrobiłam to, a on słuchał. Byłam wdzięczna, że mi nie przerywał, nie pocieszał mnie, po prostu słuchał. Gdy skończyłam, milczał. Spojrzałam w jego stronę niepewnym wzrokiem. Jego zmarszczone brwi wskazywały na to, że się nad czymś głęboko zastanawia.
Gdy splótł moje palce ze swoimi, zadrżałam. Jego oczy były pełne zrozumienia, radości i ..miłości? Odgarnął z mego policzka niesforny kosmyk i założył go za ucho, nie zabrał palców z mojej twarzy. Moje oczy zaszły łzami, a on opiekuńczo wytarł kroplę, która pojawiła się na mej skórze. Moje ręce zacisnęły się wokół jego nadgarstków. Poczułam mrowienie tam gdzie mnie dotykał. Pochylił się lekko w moją stronę czekając na moją reakcję, ja również się przybliżyłam. Nie chciałam kłótni, złości i ucieczki. Chciałam z nim być i to było najważniejsze. Poczułam miękkość jego ust, gdy muskał je swoimi. Zamknęłam oczy. Zrobiło mi się gorąco. Rozchyliłam lekko wargi, a on wpił się w nie z niezwykłą zachłannością. Zadrżałam. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, pragnęłam tego tak długo, że chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Odsunęłam się powoli i wtuliłam twarz w jego tors. Nagle poczułam coś mokrego na mym karku.
- Ty płaczesz?- zapytałam podnosząc głowę. Nie odpowiedział, a jego oczy zwrócone były ku niebu.
- Deszcz- szepnął sekundę przed tym jak lunął wprost na nas. Zaśmiałam się.
- Zmokniemy- powiedział, a strugi deszczu zabawnie obmywały jego oblicze. Czułam jak moja kurka powoli przemięka, a ręce zaczynają drżeć. Niemal w jednej chwili odwróciliśmy się w stronę hotelu. Nieoczekiwanie poczułam ostry ból głowy, po czym moje ciało pochłonęły lodowate wody ciemności.

***

Głosy. Usłyszałam je w tej samej chwili, gdy uniosłem ciężkie powieki. Moje usta były spierzchnięte więc postanowiłam poczęstować się wodą, która stała obok mojego łóżka. Błąd. Butelka upadła na podłogę z głośnym plaśnięciem , a drzwi otworzyły się tak gwałtownie, że odbiły się od ściany zostawiając na niej lekkie pęknięcie.
 Maciek. Osobą, która do pomieszczenia był Maciek. Poczułam jak ściska moją rękę i delikatnie ją całuje.
- Co się stało? - zapytałam marszcząc brwi. Wczorajszy wieczór pamiętałam do chwili, w którym spadł deszcz,a  potem..czarna dziura. Z całych sił próbował sobie przypomnieć ten kawałem życia, ale bezskutecznie.
- Miałaś wypadek..-usłyszałam niepewny głos. Nie rozumiałam dlaczego nie chce mi powiedzieć prawdy.
- Kochanie- spróbowałam z drugiej strony - ja muszę znać prawdę- uśmiechnęłam się smutno, a moje oczy napełniły się łzami.
- Zuza, to nie był wypadek, ktoś rzucił w ciebie kamieniem i wpadłaś do wody.

***

Byłem wściekły! Jak Maciek mógł pozwolić, żeby stała się jej krzywda. Niemal zginęła. moje pięści zacisnęła się tak mocno, że poczułem krew, która ściekała z mych palców.
- Kurwa! - uderzyłem z całej sił w ścianę. Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że groziło jej niebezpieczeństwo. Kochałem ją...

________________________________________________________________________________________

Uff..udało się :) Madelaine, mam nadzieję, że nie jest za krótki :D Komentujcie, szczerze!

poniedziałek, 13 maja 2013

Trzeci.

Siedziałam w pokoju. Czułam się jakby ściany napierały na mnie, ściskały mnie. Byłam stłamszona przez własne emocje. Zawsze byłam nerwową osobą, nie umiejącą sobie poradzić ze stresem, a nikt nie wyprowadzał mnie z równowagi tak jak Maciek. Dziwiłam się, że jedna osoba może wywołać tyle sprzecznych emocji. Ta propozycja tak bardzo mnie zaskoczyła, że niemal umarłam (no może troszkę przesadziłam). Gdy tylko usiadłam na łóżku w głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Przecież nie mogłam tam pójść, tak bardzo starałam się uniknąć spotkania z nim, a tu nagle stałam przed całkiem spornym wyborem. I tak źle i tak niedobrze. Po prostu się bałam. Bałam się, że to zajdzie za daleko. Bałam się uczucia, które we mnie i w Maćku powoli zaczynało się rodzić. Miłość. Niszczycielka ludzkich istnień, marzeń i pragnień. Odkąd skończyłam szesnaście lat definicja ta spoczywała w mym sercu i zaczęła dawać o sobie znać od początku mojej skocznej historii. Moje myśli błądziły o wiele dalej niż tego chciałam, aż natrafiły na Niego...Filip. Ile bólu kosztował mnie powrót do tych tragicznych wydarzeń z mej przeszłości. Pamiętam do dziś jak go kochałam. Byliśmy idealną para, byłam dumna, że jest w mym życiu ktoś kto chce założyć ze mną rodzinę, być ze mną, tak po prostu, bezinteresownie. Aż do momentu gdy pierwszy raz mnie uderzył. Z zazdrości. Wybaczyłam mu, tłumaczył jak bardzo mnie kocha, że to pierwszy i ostatni raz. Wierutne kłamstwo. Nie czekałam długo, w dniu moich ostatnich urodzin zepchnął mnie ze schodów, ledwo uszłam z życiem. Bolało jak cholera! Ale nie ból fizyczny był najgorszy, tylko ten w środku, we mnie. Wtedy był On teraz jest Maciek. Ale przecież Maciek jest inny...prawda? Przypomniałam sobie każdy detal jego ciała: umięśnione ramiona, mocno zarysowane brwi, czekoladowe oczy, usta dotykające mego ucha, silne dłonie, które niby niechcący dotykały mojej skóry. Już podjęłam decyzję. Już biegłam korytarzem w stronę wyjścia, gdy nagle zobaczyłam gwiazdy przed oczami. Zderzenie było tak mocne, że upadłam boleśnie tłukąc sobie lewą rękę. Kiedy moje plecy zetknęły się z podłogą zabrakło mi tchu.
- Zuza! Dziewczyno! Nic ci nie jest? Co się z tobą dzieje?- głos Łukasza, który nie ruszając palcem zdołał mnie znokautować dźwięczał mi w uszach niczym natrętna mucha.
- Przepraszam- wykrztusiłam, po czym podniosłam się, nie zwracając uwagi na ból.
Wokół nas latały kartki papieru. Zapewne wytrąciłam je trenerowi w czasie zderzenia. Choć jego przyprószone siwizną włosy wcale na to nie wskazywały pozbierał je z prędkością światła.
- To twoje pierwsze zadanie- powiedział wręczając mi piramidę niedbale złożonych arkuszy- To pilne- dodał i odszedł.
 Powłóczywszy nogami jak przystało na grzeczną dziewczynkę udałam się do jadalni i przy ogromnym stole zabrałam się do pracy, próbując zapomnieć o Maćku, który czekał na zewnątrz. Składając wszystko na przeznaczenie wzięłam długopis i zaczęłam pisać.
 Trzy godziny później wypełniłam ostatni arkusz papieru. Literki mi się rozmazywały, zlewały tworząc nieokiełznaną masę znaków, których sensu powoli nie rozumiałam. Jak automat zebrałam wszystko w jedna całość i ruszyłam an piętro, aby oddać owoc mojej ciężkiej pracy Łukaszowi. Pokój numer dwadzieścia osiem. To ten. Zapukałam cicho, ale nikt nie otworzył, słyszałam jakieś głosy więc postanowiłam wejść.
- Trenerze, właśnie wykonałam pierwsze zadanie- z wielkim bananem na twarzy wkroczyłam do pomieszczenia, jednak szybko zrzedła mi mina. Trzy pary oczu patrzyły na mnie ze zdziwieniem. Spuściłam wzrok. Położyłam plik na biurku i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam głos wujka:
- Zaczekaj. Zostań. Zaraz dostaniesz kolejne zadanie.
Kolejne?! No, jak będzie gorsze od poprzedniego to się załamię.
 - Piotrek, ty wyjeżdżasz?- zapytałam nagle widząc walizki, które trzymał w ręku. Właściwie to nie moja sprawa, ale zawsze myślę dopiero jak coś powiem.
- Eeee..sprawa rodzinna- oparł chyba pierwszy raz skrępowany. No tak, po co się będzie tłumaczył jakiejś ciekawskiej małolacie, która jest tam dopiero dwa dni, a już zdążyła namieszać. Wiem, byłam niesprawiedliwa, chyba powinnam przejść jakąś wewnętrzną przemianę, ale stwierdziłam, że lepiej to zrobić po kolacji, bo troszkę burczało mi w brzuchu.
- Co do zadania..-ponaglałam zapominając o wyjeździe Wiewióra.
- Pojedziesz z Maćkiem na lotnisko po nową stażystkę, zawita u nas na jakieś kilka tygodni...
Zamarłam Maciek patrzył an mnie tak intensywnie, że odechciało mi się tam jechać.
- A co to, jakiś komitet powitalny? Niech zamówi taksówkę lub idzie na piechotę- zamknęłam się dopiero gdy zauważyłam karcące spojrzenie trenera.

 Stałam przed samochodem i czekałam na Maćka. Zamiana ról? Być może. Byłam lekko poddenerwowana tym, że pojawi się u nas ktoś nowy. Bałam się, że przez to stracę pracę. Moje myśli galopowały tak szybko, że sama się pogubiłam. W końcu łaskawie pojawiła się Primadonna. Byłam wściekła, że się tak ociągał. Otworzył mi drzwi i bez słowa je zatrzasnął. Gdy zaczęliśmy podróż nastało milczenie. Zapewne gdyby w samochodzie była mucha, słyszałabym jej trzepot skrzydełek.
- Nie przyszłaś- zabrzmiało to jak wyrzut.
- Taak...Łukasz prosił mnie o wypełnienie doku..
- Kłamiesz- urwał- powiedz prawdę Zuza, nie pogrążaj się.
- Słucham?! To ty się pogrążasz- coraz mocniej podnosiłam głos. Właściwie było mi wstyd, ale tylko tak udawało mi się powstrzymać płacz.
- Ja? Nie sądzę- powiedział to tak spokojnie, jakby rozmawiał ze mną o pogodzie. 
- Do cholery! Czy ty kiedykolwiek czułeś jakieś emocje?!- gniew w mych oczach płonął. Aż mnie roznosiło.
- Nikt nie wywołuje we mnie tyle emocji co ty.
Zatkało mnie, ale tylko na moment.
- Teraz to ty kłamiesz! Jesteś zwykłym dupkiem, który myśli, że jest naj..
Umilkłam. Musiałam. Maciek zatkał mi usta...swoimi. Pocałunek był namiętny, pełen emocji, tęsknoty, miłości.. Odwzajemniłam go. Wplotłam palce w jego włosy.. Dość! Odepchnęłam go gwałtownie, o mało co nie tłukąc szyby w samochodzie. Niewiele myśląc wymierzyłam mu siarczysty policzek.
- Przegiąłeś- krzyknęłam i uciekłam z samochodu.

***

 Lillehammer.
 Cudowna atmosfera. Siedząc na trybunach i obserwując zebranych czułam ducha walki. Co druga osoba niosła polską flagę, wykrzykując mię jednego ze skoczków (najczęściej był to Kamil Stoch). Byłam dumna, że jestem Polką. Początkowe skoki nie były dobre. Punkt konstrukcyjny wynosił sto dwadzieścia pięć metrów, a żaden z dotychczasowych skoczków nie złamał tej bariery. MającUU chwilę dla siebie myślałam o wczorajszym dniu. Wiem, że zbyt gwałtownie zareagowałam, ale nie żałowałam..tak będzie lepiej dla mnie i dla niego. Coraz częściej jednak o nim myślałam i nic nie mogłam na to poradzić. Gdy rano Dawid naśmiewał się z jego zaczerwienionego policzka, nawet na mnie nie spojrzał. I dobrze, zasłużyłam sobie. 
 Nadszedł czas na Dawida. Po swoim skoku zajął piątą pozycję, gdyż wiatr nie był dziś sprzymierzeńcem. Podobnie było z Krzysiem. Ten zajął drugą lokatę, jednak zasłużył na pierwszą. Niestety nie było mi pisane obejrzeć tej serii do końca, gdyż jakiś grubas zasłonił mi widok. Próbowałam zmienić miejsce, ale było zbyt tłoczno. Piętnaście minut później nie miałam pojęcia co się stało, do czasu gdy zobaczyłam pierwszą trójkę.
1. Peter Prevc.
2. Maciej Kot.
3. Kamil Stoch.
 Byłam szczęśliwa i dumna z Maćka, szczególnie, gdy jury postanowiło, że druga seria się nie odbędzie. Chciałam podbiec do chłopców i im pogratulować, ale ubiegło mnie jakieś sto osób. Gdy nadeszła moja kolej po prostu stchórzyłam i  szepnęłam: Gratuluję.. Wiedziałam, że Maciek liczył na coś innego, ale nie mogłam wydusić z siebie ani słowa więcej. Uciekłam.

***

Obudziłam się przestraszona. Śnił mi się istny horror, jednak nie chciałam przypominać sobie o co właściwie chodziło. Postanowiłam wstać i napić się wody, ale ze zdziwieniem zauważyłam, że dywan był mokry. Pobiegłam jak najszybciej do łazienki. Ekspertem nie byłam, ale chyba pękła rura. Zadzwoniłam do recepcji i już za chwilę stali przede mną facet, którego przed chwilą zapewne obudziłam i fachowiec. - Przykro mi, ale musisz opuścić ten pokój- powiedział recepcjonista.
 - Dacie mi inny?-zapytałam gotowa już wychodzić.
 - Nie- pokręcił głową- nie mamy wolnych pokoi... Wybuchłam. Krzyczałam coś o braku gościnności, chyba nawet nawyzywałam go... Biedny człowiek. Stojąc już na korytarzu z oczu popłynęły mi łzy. Byłam bezradna. Osunęłam się na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach.
 - Jeśli chcesz to możesz spać u mnie- usłyszałam jakiś głos- wiesz...Piotrek wyjechał, a pokój został dwuosobowy... Dopiero po chwili dobiegł mnie jego głos i zrozumiałam sens jego wypowiedzi.
 - Zapraszasz mnie do łóżka?- zapytałam półprzytomnym głosem.
 - Nie głuptasie- był wyjątkowo cierpliwy- chyba nie chcesz spać na korytarzu? Pokręciłam przecząco głową i dałam się zaprowadzić do pokoju Maćka. Gdy weszłam, rozejrzałam się ze zdziwieniem.
 - A drugie łóżko gdzie?? _________________________________________________________________________________ Przepraszam za zwłokę, ale miałam dużo na głowie. Wczoraj miałam bierzmowanie, mnóstwo kartkówek, sprawdzianów. Rozdział raczej mi nie wyszedł...sama nie wiem...brak weny. Jeszcze raz przepraszam. Mówcie szczerze co sądzicie!!

poniedziałek, 6 maja 2013

Drugi.

 Pierwszy raz leciałam samolotem. Droga do Lillehammer zajmuje kilka godzin, dlatego z zachwytem wyglądałałam przez okno. Mleczne chmury, które spowijały błękitne niebo przywodziły mi na myśl te upojne dni lata, które spędziliśmy z tatą na trawie, doszukując się ciekawych kształtów chmur. Mimo iż miałam zaledwie pięć lat to wspomnienia te na zawsze wryły się w mą pamięć. Tak bardzo za nim tęskniłam. W moich oczach pojawiły się łzy, ale obiecałam sobie, że będę twarda więc zacisnęłam pięści i przeniosłam myśli na inny tor. Od razu pomyślałam o Maćku. Przypomniałam sobie jak obserwował każdy mój ruch kiedy witałam się z chłopakami z drużyny. Czułam się wtedy nieswojo, to krępowało moje ruchy, wydawało mi się, że przewierca moją duszę na wylot i spogląda wgłąb mnie.
- Jesteś głodna?- niemal podskoczyłam, gdy usłyszałam głos Krzyśka - przyniosłem ci batona- wyszczerzył się do mnie i usiadł obok.
- Dzięki, ale nie mam ochoty na jedzenie- odparłam po chwili zastanowienia. Czułam się lekko skrępowana siedząc obok chłopaka, ale on nie zdawał sobie z tego sprawy, bo co trochę wyskakiwał z nowym pytaniem.
- Spokojnie, bo nam zamęczysz dziewczynę- odwrócił się do nas Dawid, który zapewne przysłuchiwał się całej rozmowie. Gdy na niego spojrzałam, uśmiechnął się.
- Dzięki za pomoc, ale dam sobie radę- siliłam się na miły ton, bo nie chciałam wyjść na gbura.
- No właśnie, słyszałeś Zuzę, spadaj!- wtrącił się Krzysiek, co skończyło się szturchaniem obu chłopaków i rezygnacją Dawida.
- Wiesz muszę lecieć na swoje miejsce, bo zaraz lądujemy, a w między czasie skocze do kibl...to znaczy do łazienki. Tylko nikogo nie podrywaj- zaczął grozić mi palcem.
- No co ty jakbym śmiała, przecież jesteś mistrzem flirtu- mrugnęłam, po czym oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
 Po wylądowaniu staliśmy na parkingu czekając na autobus, który miał nas zawieść do hotelu. Miejsca były wyliczone, dlatego musiałam siedzieć z Maćkiem. Nawet nie rozmawialiśmy, bo od razu zasnęłam.

***

Otworzyłam oczy  .Łóżko. Ciepło. Światło. Słońce. Zaraz, zaraz łóżko?! Niemal z niego spadłam, gdy próbowałam wygramolić się z pościeli. Byłam w pokoju. Na podłodze leżała moja walizka, a na niej biała kartka papieru. Szybkim ruchem ją otworzyłam, a treść czytałam kilka razy.

" Zasnęłaś w autokarze (na dodatek na moim ramieniu :p ) . Tak słodko spałaś, że nie miałem serca cię budzić.                

                                                                                                                                              M.K.

PS: Wiedziałaś, że chrapiesz? "

Czerwona jak piwonia zmięłam kartkę i przetarłam oczy. Co on sobie wyobrażał?! Że tak po prostu pozwolę mu się dotykać? Nikt nie kazał mu być dżentelmenem. Moja irytacja rosła, jednak nie mogłam wyzbyć się uczucia nadziei na...przestań! Uderzyłam się lekko w policzek, żeby otrzeźwieć. Muszę o nim zapomnieć. Miłość niszczy ludzi, sprawia, że stają się słabi i naiwni. Nie mogę sobie pozwolić na takie uczucie.
 Postanowiłam wziąć gorący prysznic. Woda była kojąca, jak balsam, który łagodzi podrażnienia. Gdy wyszłam z pod prysznica spojrzałam w lustro. Moje falowane, lekko złociste włosy ułożyły się całkiem przyzwoicie, ale lekko zielone oczy były przekrwione. To przez to, że tyle spałam! Włożyłam getry i bluzę, do tego wzięłam iPoda i słuchawki, po czym zeszłam na dół. Wszyscy byli po śniadaniu więc czekali tylko na mnie. Od razu usłyszałam aplauz, bo Piotrek wraz z Dawidem parodiowali Maćka, który wczoraj zaniósł mnie do pokoju. Przedstawieniu przyglądał się nawet recepcjonista. Było mi wstyd. Gdy Piotrek (niosąc Kubackiego) słaniał się na nogach krzycząc :  "Ależ ona ciężka", miałam ochotę wybuchnąć. Wszyscy pękali ze śmiechu, no może oprócz mnie i Kota. Z tej głupiej sytuacji wybawił mnie trener, który oznajmił, że dzisiejsze kwalifikacje zostały odwołane z powodu silnego wiatru, a cały dzień mamy dla siebie. Niemal wszyscy podskakiwali z radości kiedy Łukasz już odchodził. Oznaczało to, że w jutrzejszym konkursie wezmą udział wszyscy. Nawet Kamil (który od początku podróży wydawał mi się poważny) dał się ponieść emocjom.
 Już miałam wrócić do pokoju gdy drogę zastąpił mi...nie kto inny jak Maciek. Miałam ochotę uciec, jednak stwierdziłam, że dowiem się czego chce. Miałam tylko nadzieję, że nie będzie wtórował Piotrkowi i da mi spokój. Nagle uświadomiłam sobie, że był zbyt blisko. Niemal stykaliśmy się kolanami. Czułam zapach jego skóry i perfum. Gdy zaczął się nachylać mój puls przyśpieszył. stałam w bezruchu, a on szepnął:
- Masz pięć minut. Czekam pod hotelem.
I wyszedł. o mało nie upadłam. Pojechałam windą na trzecie piętro z uczuciem niepokoju w sercu. Iść czy nie iść?

***

 Patrzyłem jak staje na końcu schodów, była onieśmielona głupimi żartami Piotrka. Gdy przyszedł trener odetchnęła głęboko. Była taka piękna. Jej długie włosy opadały kaskadą na ramiona,  a zaczerwienione oczy patrzyły z ciekawością na Łukasza. Rumieńce na jej twarzy powoli bladły. Chciałem do niej podejść, dotknąć jej, pocałować ją , być przy niej. Nagle wszyscy zaczęli się rozchodzić , ona też. Drogę zastąpił jej Maciek. Nikt ich nie widział oprócz mnie. Nagle chłopak podszedł do niej,  a ona nie protestowała, pragnęła go... Wybiegłem, nie mogłem na to patrzeć. Ktoś zawołał moje imię, ale nie słuchałem. Bolało.

sobota, 4 maja 2013

Pierwszy.

 Siedziałam na tapczanie zerkając co rusz przez okno. Biały puch stopniowo pokrywał zakopiańskie chaty, a krople rozpuszczonych płatków śniegu na szybie przypominały łzy spływające po mym policzku. Otarłam je szybkim ruchem dłoni, a w mojej głowie zaczęły kłębić się pytania: Czy dobrze zrobiłam? Czy będę żałować? W pamięci wróciłam do dnia, w którym to wszystko się zaczęło.
 Stałam wtedy w drzwiach kuchni, a moja mama krzyczała coraz głośniej:
- Nie mam pieniędzy na twoje zmyślne studia, które zaczniesz za kilka lat! Opłaty są ogromne, a ty mając 18 lat nie pracujesz i się obijasz!
- Słucham?!-wyprowadziła mnie z równowagi- 18 lat będę miała za dwa miesiące i wcale się nie obijam, tylko uczę i myślę o przyszłości! Jak mi znajdziesz pracę to chętnie skorzystam!- odkrzyknęłam.
- Dobrze- odparła z zaciśniętymi zębami. Usiadła i wzięła telefon do ręki - Dzwonię do Łukasza, może jemu się na coś przydasz.
  Zatkało mnie. Że niby jestem bezużyteczna? Przecież mam średnią 4,85 i staram się być zwykłą nastolatką i nie sprawiać kłopotów.
- Ale zaraz...do wujka? Przecież on nigdy się nie zgodzi.
 Łukasz Kruczek to trener naszej reprezentacji w skokach narciarskich, a ona myśli, że tak po prostu przyjmie mnie do zespołu?? Pfff..jasne!
 Mama wyszła z telefonem przy uchu i wróciła 20 minut później. Do tego czasu z nerwów nabawiłam się bólu brzucha. Byłam pewna, iż się nie zgodzi, gdyż nie miałam żadnego doświadczenia. Lubiłam wujka, był miły i zabawny, jednak doskonale wiedziałam, że jeśli chodziło o skoki to potrafił zmieniać się w bezwzględnego i surowego trenera.
 - Zgodził się- powiedziała mam wchodząc do kuchni- pakuj się, jutro o 8.00 wyjeżdżasz.
Tak po prostu się zgodził...Mama wyjaśniła mi, że będę kimś w rodzaju asystentki, a zarobki (dla niej najważniejsze) -bardzo dobre.
 I dlatego tu siedzę, czekając na samochód. Wyjadę na 4 miesiące z dala od domu, znajomych i szkoły, ale nadrobię zaległości, muszę, muszę być silna i przestać się mazać.
 Wstałam powoli z tapczanu, opanowałam drżenie rąk i zerknęłam do torby, patrząc czy aby wszystko wzięłam. Nagle podeszła do mnie mama i położyła mi dłoń na ramieniu.
 - Będzie dobrze- powiedziała i mnie przytuliła. Zaskoczyła mnie tym gestem. Nigdy się nie dogadywałyśmy, była zapatrzona w swoją pracę, a była kimś w rodzaju marketingowca, dla niej były ważne pieniądze. Mój tata wyjechał za granicę, ale matka zawsze umiała zagospodarować pieniędzmi tak, aby nie odłożyć na moją edukację. Mimo wszystko nie byliśmy bogatą rodziną (większość pieniędzy szła na spłatę kredytu za dom).
 Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Podskoczyłam jak oparzona i wyswobodziłam się z objęć mojej rodzicielki. Taszcząc ciężką walizkę dowlokłam się do drzwi i otworzyłam je na oścież. Zamarłam. On też.Jego oczy były nieziemskie, czekoladowe, hipnotyzujące. Zabrakło mi słów. Czułam, że przyciągamy się jak magnez, jednak wiedziałam, że są to ulotne chwile, dlatego postanowiłam to przerwać.
 Oprzytomniałam.
 - Cześć- podałam dłoń Maćkowi- jestem Zuza. Uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z domu, machając na pożegnanie mamie.
 - Hej- po dłuższej chwili odpowiedział chłopak i wziął moją walizkę, po czym zapakował ją do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy. Zapadła długa i mroczna cisza, która zawisła między nami jak niewidzialny mur, który żadne z nas nie miało odwagi skruszyć.
 Nagle powiedział:
- Przepraszam za to przywitanie- zaczął już całkiem odważnie- po prostu trener nie mówił, że nowy nabytek w naszej drużynie to..dziewczyna.
- Niemiła niespodzianka? - zagadnęłam z drwiącym uśmieszkiem. Nawet się nie wstydziłam ( co byłoby do mnie podobne) wręcz przeciwnie.
 - Nie, nie to miałem na myśli po prostu...dojechaliśmy - zmienił nieoczekiwanie temat zaciągając hamulec ręczny.
 Staliśmy pod Wielką Krokwią , później mieliśmy udać się na lotnisko, ale tu była zbiórka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że miała zacząć się przygoda mego życia..

______________________________
 Komentujcie!!! Szczerze ;) Post miał być za tydzień, ale miałam wenę..chyba. Next..coś około środy ;)